Pamiętasz czasy, gdy prawdziwa terenówka musiała mieć koło zapasowe na klapie bagażnika? Ten widok był symbolem przygody i gotowości na każde warunki. Dziś nawet legendy, jak nowe Mitsubishi Pajero, rezygnują z tego rozwiązania. To nie tylko ciekawostka stylistyczna, ale sygnał ważnej zmiany, która ma praktyczne konsekwencje dla każdego kierowcy.
Wygoda wygrała z wizerunkiem
Dlaczego koło na klapie, niegdyś tak pożądane, odchodzi do lamusa? Powody są bardziej przyziemne, niż mogłoby się wydawać. Głównym winowajcą jest masa. Pełnowymiarowe koło z felgą to kilkadziesiąt dodatkowych kilogramów, które obciążają zawiasy klapy bagażnika i utrudniają jej otwieranie, zwłaszcza gdy auto stoi na pochyłości. Każde sięgnięcie po zakupy wymagało siłowania się z ciężkimi drzwiami.
Do tego dochodziły problemy praktyczne:
- Ograniczona widoczność do tyłu.
- Konflikt z akcesoriami, takimi jak bagażniki rowerowe montowane na haku holowniczym.
- Trudniejszy dostęp do bagażnika, bo często trzeba było najpierw odchylić stelaż z kołem, a dopiero potem otworzyć klapę.
Producenci doszli do wniosku, że to, co świetnie wygląda na zdjęciach z wyprawy, w codziennym, miejskim użytkowaniu staje się po prostu uciążliwe. A większość SUV-ów i terenówek spędza życie głównie na asfalcie.
Gdzie jest zapas i na co uważać?
Skoro koło zniknęło z klapy, to gdzie go szukać? Producenci stosują dziś trzy główne rozwiązania, a wybór między nimi ma ogromne znaczenie dla Twojego spokoju na drodze.
-
Koło pod podłogą bagażnika (lub pod autem): To wciąż najlepsza opcja. Masz pełnowymiarowe koło lub chociażby koło dojazdowe (tzw. „dojazdówkę”). Jest schowane, nie przeszkadza, ale w razie awarii – jest. Minus? Dostęp bywa kłopotliwy, zwłaszcza gdy koło jest podwieszone pod autem i trzeba się położyć na ziemi, by je wyjąć.
-
Zestaw naprawczy: To coraz popularniejsze rozwiązanie, które pozwala zaoszczędzić miejsce i masę. Składa się z małego kompresora i butelki z płynem uszczelniającym. Brzmi nowocześnie, ale ma poważne wady. Zestaw naprawczy poradzi sobie tylko z niewielkim przebiciem czoła opony, np. po najechaniu na gwóźdź. Jest bezużyteczny w przypadku:
- Uszkodzenia boku opony (np. przytarcia o krawężnik).
- Większych rozcięć lub dziur.
- Zesunięcia się opony z felgi.
W takich sytuacjach pozostaje tylko laweta. Co więcej, opona „naprawiona” takim zestawem często nadaje się już tylko do wyrzucenia, bo uszczelniacz brudzi ją od środka i utrudnia profesjonalną naprawę u wulkanizatora.
-
Brak czegokolwiek: W niektórych autach, zwłaszcza tych wyposażonych w opony typu Run-Flat, producent w ogóle nie przewiduje zapasu ani zestawu. Opony te mają wzmocnione boki, które pozwalają na kontynuowanie jazdy przez kilkadziesiąt kilometrów z ograniczoną prędkością nawet po utracie ciśnienia. To wygodne, ale takie opony są droższe, twardsze i nie każdy warsztat chce je wymieniać.
Sprawdź, zanim kupisz
Niezależnie od tego, czy kupujesz auto nowe, czy używane, kwestia koła zapasowego to jeden z kluczowych punktów do sprawdzenia. W nowym aucie często pełnowymiarowy zapas jest opcją dodatkowo płatną. Warto rozważyć ten wydatek, jeśli często podróżujesz poza miastem. W samochodzie używanym koniecznie podnieś podłogę bagażnika. Sprawdź nie tylko, czy koło tam jest, ale też w jakim jest stanie. Upewnij się, że jest lewarek i klucz do kół. Jeśli zamiast koła jest zestaw naprawczy, sprawdź jego datę ważności – płyn uszczelniający po kilku latach traci swoje właściwości.
Co dalej
Niezależnie od tego, czy wozisz ze sobą pełnowymiarowy zapas, czy tylko zestaw naprawczy, regularna kontrola stanu i ciśnienia w oponach to absolutna podstawa. A gdy przyjdzie czas na zakup nowych opon lub akcesoriów samochodowych, sprawdź najlepsze promocje, które czekają na Ciebie na Zrabatowani.pl.